Res Varia

Całkowicie subiektywne opinie o świecie, filmie, muzyce, emigracji, jedzeniu i Kanadzie…

Res Varia header image 4

Znalezione w sieci - “Nawet gołębie idą do nieba” i “Foutaises”

August 20th, 2008 by kw
Respond

Szukałem w przepastnych zasobach YouTube krótkiego filmu J.P. Jeunet‘a, który odkąd wiele lat temu zobaczyłem Delikatesy i Miasto zaginionych dzieci pozostaje jednym z moich najulubieńszych reżyserów. (Tak tak, jestem też wiernym fanem Amelii i Bardzo długich zaręczyn…) Szukałem filmu, który nakręcił przed Delikatesami, i który w oryginale nazywa się Foutaises, a po angielsku Things I Like, Things I Don’t Like. Okazało się, że film jest na YouTube a do tego jest bardzo zabawną, kilkuminutową etiudą, w której widać pomysły, które Jeunet później wykorzystał w Delikatesach, a zwłaszcza w Amelii. Zresztą obejrzyjcie sami (wersja z angielskimi napisami)…

Poza krótkim żartem Jeuneta znalazłem doskonały krótki film animowany, również francuski, który był nominowany do Oscara w kategorii animowanego krótkiego metrażu. Film nazywa się Nawet gołębie idą do nieba i jest niezwykle zabawny i… przerwrotny. Mnie się bardzo podoba, ale oceńcie sami…

[Czytaj dalej →]

Tags:   · · · · · · · · · · 1 Comment

Warto zobaczyć - “Mongoł”

August 20th, 2008 by kw
Respond

Wybraliśmy się w końcu do kina na “Mongoła”. Dobrze, że zdążyliśmy, bo film wszedł na ekrany dwa miesiące temu i pewnie niebawem skończą go pokazywać.

Film jest doskonały i już po kilku minutach wiedziałem, że będziemy chcieli mieć swoją własną kopię na DVD. Reżyser zadbał o szczegóły i starał się, jak mi się wydaje, dosyć wiernie oddać realia życia w stepie w dwunastym wieku i choć nie jest to ściśle historyczna biografia Czyngis Chana, film pokazuje jak młody Temudżyn powoli przeistacza się w wielką historyczną postać. Sama biografia Czyngis Chana jest rzecz jasna pełna mitów, które przeplatają się z rzeczywistością, ale na pierwszy plan zawsze przebija się niezwykle inteligentny człowiek, który zjednoczył wokół siebie plemiona wielkich stepów i stworzył jedno z największych imperiów jakie znało średniowiecze. Jeśli kogoś intersuje historia Temudżyna, który później został Czyngis Chanem, to powinien przeczytać “Tajną historię Mongołów”, którą w Polskiej wersji wydał, o ile mnie pamięć nie myli, Stanisław Kałużyński, wybitny znawca historii ludów wielkiego stepu. [Czytaj dalej →]

Tags:   · · · · · · No Comments.

“Murzynek Bambo…” czyli polska wizja świata

August 19th, 2008 by kw
Respond

Dawno temu na początku każdego tygodnia z niecierpliwością czekałem aż ukaże się nowy numer mojego ulubionego tygodnika. Potem nadeszły zmiany, ja się zmieniłem, zacząłem czytać inne rzeczy i cotygodniowy romans z Polityką się zakończył. Teraz czytuję ten ongiś najlepszy polski tygodnik mniej więcej raz na kwartał i to z rosnącym niesmakiem. Z jednej strony coraz więcej artykułów to pisane na kolanie streszczenia tego co redaktor właśnie wyczytał w ostatnim numerze “Science”, “Scientific American”, “Time” albo innego anglojęzycznego czasopisma. Z drugiej strony, język, tematyka i poziom artykułów coraz częściej pozostawiają wiele do życzenia. Redakcja najwyraźniej przyjęła, że wszystko należy maksymalnie uprościć, skrócić i ujednolicić. Tak, żeby przypadkiem czytelnicy nie musieli się przy lekturze za bardzo namyśleć. Polityka ma być więc ładna, lekka i przyjemna, ot takie “Bravo” dla inteligentów, które w dodatku promuje specyficznie polsko-zaściankową wizję świata.

Powoli wykrusza się stare pokolenie redaktorów i na ich miejsce przychodzą nowi. Na przykład niepowtarzalnego Zygmunta Kałużyńskiego zastąpił Janusz Wróblewski. Niby to naturalna kolej rzeczy, ale tego co pisze Wróblewski nie da się za bardzo czytać. Oczywiście to moja osobista, być może mylna opinia, ale wydaje mi się, że od osób piszących zawodowo dla tygodnika tego formatu co “Polityka” można wymagać nieco więcej niż to co proponuje Wróblewski. Jakiś czas temu wpadła mi w ręcę jego recencja “Munyurangabo”, filmu o tragedii w Rwandzie. Wróblewski pisze tak (podkreślenia moje):

… Munyurangabo jest pierwszym filmem poruszającym ten problem. Bardzo przejmującym i nadzwyczajnie dojrzałym, co biorąc pod uwagę amatorskie warunki, w jakich powstawał, minimalną liczbę dni zdjęciowych (jedenaście) oraz to, że wyreżyserował go debiutant, w dodatku Koreańczyk urodzony w USA, Lee Isaac Chung, stanowi nie lada wyczyn.

Trzeba mieć naprawdę tupet, albo zupełnie nie myśleć, żeby reżysera, który wychował się na farmie w Arkansas i studiował w Yale nazywać “Koreańczykiem urodzonym w USA” a do tego używać jego azjatyckich korzeni, żeby wbić czytelnikom do głowy jaki to “nie lada wyczyn”. Jak mniemam według Wróblewskiego taki na przykład Polański to w ogóle “nie lada wyczyn”, bo nawet się w USA nie urodził a udało mu się tam nakręcić kilka klasyków…

Dalej Wróblewski zachwyca się tym, że “wszystkie dialogi [w filmie] wypowiadane są w narzeczu kinyarwanda”. Jak wiadomo, z jaśnie oświeconej polskiej perspektywy, jeśli mowa o afrykańskich językach to należy używać terminu “narzecze”. Mieszkańcy Afryki, jak wiadomo z nieśmiertelnego wierszyka o Bambo, są w przekonaniu pana Wróblewskiego (i wielu innych) zbyt prymitywni, żeby mieć własne języki…

Wróblewskiemu film o którym pisze przyniósł “wielką satysfakcję poznawczą”, natomiast mnie jego pseudo-intelektualna, patrząca z góry recenzja, tak dobrze wpisująca się w rzeczywistość “Polityki” nijak…

PS. Do nabazgrania tego co myślę o takich recenzjach i o poziomie polskiej prasy skłoniła mnie notka w zaprzyjaźnionym blogu, o innej recenzji innego “wybitnego krytyka”…

Tags:   · · · · · · · · · · No Comments.

Tytuł szlachecki dla pingwina

August 18th, 2008 by kw
Respond

pingwin

Słuchałem sobie wiadomości BBC i wśród wielu ponurych wieści z Rosji, Gruzji i tak dalej znalazła się nuta pozytywna. Oto w zoo w Edynburgu odbyła się niezwykła, choć jak się okazuje regularna, ceremonia, której głównym bohaterem był pingwin.

Wszystko zaczęło się w 1972 roku kiedy to Norweska Gwardia Królewska przyjęła w poczet honorowych członków mieszkającego w szkockim zoo pingwina Nilsa Olava, który od tamtej pory był regularnie promowany do wyższej rangi podczas kolejnych wizyt członków Gwardii Królewskiej. Olav wybrał się na tamten świat w latach osiemdziesiątych i został zastąpiony przez innego, wówczas dwuletniego pingwina. Nowy pingwin, tak jak Olav, jest regularnie odwiedzany i promowany przez członków Norweskiej Gwardii Królewskiej. Tym razem z pozycji Porucznika Regimentu (Colonel-in-Chief) został oficjalnie awansowany do tytułu szlacheckiego. Film z uroczystości możecie sobie zobaczyć tutaj (nie da się wrzucić na bloga…).

Tags:   · · · · · No Comments.

Dziś gra dla Państwa… Gogol Bordello

August 18th, 2008 by kw
Respond

super taranta


Zupełnie przypadkiem natrafiłem na kapelę o dźwięcznej nazwie Gogol Bordello. Po pierwszym przesłuchaniu wiedziałem, że znalazłem coś, czego będę słuchał przez jakiś czas na okrągło…
Gogol Bordello to punkowo-rockowo-cygańsko-kabaretowo-eklektyczna kapela z Nowego Jorku, założona przez emigrantów z Europy Wschodniej.
Eugene Hutz
Na czele projektu stoi Eugene Hütz (na zdjęciu powyżej), o którym więcej możecie przeczytać w Wikipedii. Sama muzyka jest tak zakręcona i eklektyczna, że nie za bardzo wiem co o niej napisać, poza tym, że ma w sobię ogromną dozę pozytywnej energi, że jest bardzo prześmiewcza, i że widać w niej z jednej strony wpływy muzyki ukraińskiej i cygańskiej, a z drugiej The Clash, Brechta i wielu innych. Zresztą sami posłuchajcie ich najnowszej płyty, klikając na “odtwarzacz” powyżej. Jeśli Wam się spodoba to podpowiadam, że można legalnie ich płyty kupić w emusic.com. Miłego słuchania.
A na zakończenie klip z piosenką American Wedding:

Tags:   · · · · · · 1 Comment

“W Rosji ciągle wojna trwa”

August 12th, 2008 by kw
Respond

Dawno temu polecałem na łamach (czy tak się mówi o blogu?) ResVarii dwa różne wykonania jednej z moich ulubionych piosenek Kurta Weilla, Balladę o kobiecie żołnierza. To właśnie z niej pochodzą słowa o tym, że w Rosji ciągle trwa wojna. Piosenka Weilla przypomniała mi się kiedy przeczytałem wiadomości o tym, że Rosja wkroczyła do Gruzji. Zastanawiałem się dzisiaj nad tym i rzeczywiście w Rosji, albo na jej pograniczu, właściwie od kilku stuleci cały czas trwa jakaś wojna. Jak w takich warunkach można wychować normalne społeczeństwo? Jakie wzorce przekazać młodzieży? Jak założyć normalną rodzinę? Jak żyć w takim kraju, w którym w każdej rodzinie jest ktoś, kto pamięta wojnę albo brał w niej udział i gdzie oczekiwana średnia życia mężczyzn to tylko 59 lat…? Do tego społeczeństwo rosyjskie od lat niszczy plaga alkoholizmu, gruźlicy, HIV, głodu i wszelkie inne plagi o których ludziom z naszego pokolenia w Polsce, a już tymbadziej w dostaniej Kanadzie, tak naprawdę się nie śniło.

Myślę o tym i nie wiem, bo nikt tak naprawdę nie wie jak do Rosji podejść. Metoda kija i marchewki nie za bardzo działa, sami Rosjanie od stuleci nie są w stanie przeciwstawić się kolejnym wcieleniom władzy która decyduje o życiu i śmierci ich bliskich… Politycy w krajach, które z Rosją wiąże historia zwykle zajmują dwie zupełnie skrajne postawy. Albo, jak spora częśc polityków w Polsce, wpadają w słuszną być może histerię, albo, jak politycy we Francji lub Niemczech, zdają się nie zauważać zagrożenia jakie z Rosji płynie, zwłaszcza, dla bliskich sąsiadów tego molocha. Nie jestem ekspertem od spraw międzynarodowych, ale wydaje mi się, patrząc na historię, że wobec Rosji trzeba jednak stosować politykę umiarkowanej, partnerskiej siły. Nie wiem co będzie z Gruzją, martwię się, że tak naprawdę to co się teraz dzieje na Kaukazie jest tylko wstępem do jakichś zmian na Ukrainie albo Białorusi. Pożyjemy, zobaczymy, ale nie wygląda to dobrze.

Niestety w polskich mediach dominuje ostatnio skrajnie negatywne nastawienie do Rosji a politycy, z prezydentem na czele, chętnie wymachują szabelką. Szkoda, że zamiast tego nie ma w Polsce jakiegoś dobrego pomysłu na rozwijanie współpracy z rosyjskimi organizacjami pozarządowymi i zwykłymi ludźmi, którzy też przecież marzą przede wszystkim o tym, żeby mieć co jeść i z czego żyć.

Miałem kiedyś przyjaciela Rosjanina, Segieja. Kilka lat temu przepadł jak kamień w wodę. Może, jak wielu Rosjan, wyjechał do Izraela, a może wysłali go po studiach na jakiś rosyjski front. Kiedy czytam wiadomości o wojnie w Rosji i przyległościach często o nim myślę. I przypominam sobię cudowną rosyjską muzykę, z którą nas zaznajomił. To właśnie w tej muzyce Rosjanie znajdują schronienie przed władzą, totalitarnym myśleniem i wszelkimi bolączkami jakie Rosjan trapi życie. Już niebawem wstawię do ResVarii kilka moich ulubionych piosenek a dzisiaj na zakończenie tego niezbyt optymistycznego wpisu jedna z piosenek legendy rosyjskiego rocka, Jurija Szewczuka i jego zespołu ДДТ (DDT). To piosenka antywojenna o Groznym (ta wojna jak się zdaje trwa nadal, zapomniana przez świat…), bardzo na czasie.
Tak więc Мёртвый город. Рождество - Martwe miasto. Boże Narodzenie, ze specjalną dedykacją dla Sergieja, gdziekolwiek jest…

Tags:   · · · · · · · · · · · · · 3 Comments

Przeczytane w poniedziałek

August 11th, 2008 by kw
Respond

Bardzo mało zaglądam ostatnio do polskich gazet, ale kiedy zaglądam to czasem udaje mi się znaleźć jakieś smakowite kąski. Dzisiaj przypadkiem trafiłem na krótki felieton, z którego treścią w dużej mierze się utożsamiam, więc załączam linka. Tekst opublikowała torontońska Gazeta.

Tags:   · · · · · 1 Comment

Back in Town…

August 3rd, 2008 by kw
Respond

Wakacje w Adirondacks

No i wróciliśmy z bardzo miłego wyjazdu do naszych południowych sąsiadów. Zdjęcia chyba będą niebawem, póki co M. wstawiła swoją relację z wyprawy. A ja teraz idę spać…

Tags:   · · · · No Comments.

Oj Gazeta, Gazeta…

July 28th, 2008 by kw
Respond

Zaraz jedziemy, ale nie mogłem się powstrzymać…

Gazeta

Redaktorom Wyborczej przypominam, że stolicą Turcji od ponad osiemdziesięciu lat jest Ankara...

Tags:   · · · 2 Comments

Zakład nieczynny z powodu wakacji

July 27th, 2008 by kw
Respond

Wakacje z losiem

Zamykam na trzy spusty i jedziemy w świat. Tym razem do Parku Stanowego Adirondack, który (o czym nie wiedziałem, ale już wiem) jest największym parkiem w Stanach.

Park zajmuje powierzchnię ponad 24 tysięcy kilometrów kwadratowych, jest więc większy niż Słowenia lub Izrael, a tylko odrobinę mniejszy od Belgii. Jest tam podobno sporo łosi, więc mam nadzieję w końcu zrobić jakieś zdjęcia, tylko, że poza łosiami w parku mieszka też kilka tysięcy niedźwiedzi… Dziś zaopatrzyliśmy się w stosowny środek odstraszający w aerozolu (zdjęcie pod spodem), ale mam szczerą nadzieję, że nie będziemy musieli tego używać. Póki co do zobaczenia za tydzień…

Na niedzwiedzie

Tags:   · · · · · 2 Comments